Samotny-ojciec

Samotnie wychowywane dzieci przez jednego z rodziców

Wpisy z tagiem: życie

Nowy Rok 2017

1 komentarz

Aż trudno uwierzyć, że już drugie Święta Bożego Narodzenia spędziliśmy jako rodzina. Czas tak szybko płynie: jeszcze tak niedawno Zosia dekorowała chatkę z piernika,  jeszcze kilka dni temu stała w domu zielona choinka… A teraz zdjęcia przypominają nam o świątecznej atmosferze: choinka na Placu Zamkowym, świetlne dekoracje w Wilanowie.

W Nowym 2017 Roku życzymy wszystkim czytelnikom bloga miłości i szczęścia, a samotnym rodzicom – spotkania swojej drugiej połówki :-)

IMG_20161228_202517-001IMG_20161211_103016-003DSC_2417DSC_2389 (1)DSC_2405

DSC_0027

mms_img-351695268(2)

mms_img637408417Tulipan wśród traw

mms_img-3516952555638(1)

Kilka dni temu dostałem takiego e-maila od samotnej mamy.  Po przeczytaniu zastanawiam się:  czy Ona boi się samotności czy nadal kocha  swojego męża?  Myślę,  że jedno i drugie.  Gdzie jest jej godność i szacunek dla samej siebie pozwalając sobie na taką podłość.  On prowadzi podwójne  życie…… bo tak mu wygodnie skacząc z kwiatka na kwiatek.  Nasuwa mi się myśl a zarazem pytanie.  Do czego to ją doprowadzi.  Czy nie szkoda czasu i życia na taki chory związek? Czy nie powinna „pozamiatać”,  złożyć pozew rozwodowy i zacząć myśleć o sobie swoim synu i zacząć układać życie na nowo?
Jestem po rozwodzie 9 lat.  Jak dowiedziałem się,  że  ” moja żona”  ;-)   ma romans w pracy z żonatym mężczyzną postanowiłem  złożyć pozew rozwodowy.  Przez dwa i pól roku trwania rozwodu nie mogłem patrzeć jej w oczy :evil: .  Oczywiście spaliśmy w oddzielnych pokojach, zero rozmów i wspólnych wyjazdów.  Doszedłem do wniosku:  to ona nie jest mnie warta i nie zasługuje na mnie.  W dniu dostania rozwodu na sali rozpraw wstałem i przed sądem ukłoniłem się w pas dziękując za rozwód :lol: . Od tamtego dnia zacząłem żyć „pełną piersią”  wiedząc, że wolę być sam a nie żyć w kłamstwie.
„…..9 lat temu urodzil sie moj Syn, 3 miesiace po urodzinach dowiedzialam sie, ze maz ma kogos; po kolejnych dwoch wyprowadzil sie z domu. Syna odwiedzal codziennie. Tak bylo przez rok. Po roku wrocil.
Zamknelismy ten rozdzial za soba na zawsze wydawalo sie.
Od jakiegos roku, poltora – zaczelo sie psuc, glownie dlatego, ze maz poswiecil sie swojej pasji (zeglarstwo), a ja przejelam obowiazki domowe.
Zaczely sie klotnie (ale nie takie z krzykami czy rzucaniem talerzy).
Sym byl swiadkiem wielu z nich.
Ja przestawalam dawac rade ze wszystkim - z domem, szkola, innymi obowiazkami.
Wszystko bylo na mojej glowie. Zaczelam sie buntowac.
Prosilam, grozilam itp.
Moj maz zawsze mowil, ze boi sie zostac sam.
I chyba zaczal odbudowywac kontakty sprzed 9 lat – upewnil sie, ze nie bedzie sam. I odszedl.
Mowil na poczatku, ze nikogo nie ma. Pozniej w swietle dowodow przestal zaprzeczac.
Prawdopodobnie jest to ta sama osoba, co 9 lat temu.
Ogolnie z tego, co uslyszalam, to przez 8 lat zylam w klamstwie…
I czego tu zalowac?
Bylismy malzenstwem 15 lat i nie dostalam nawet szansy, zeby o tym porozmawiac czy probowac ratowac.
Gdyby dzis ktos mi powiedzial, ze nigdy wiecej nie uslysze i nie zobacze tego czlowieka – oddalabym wszystko co mam, nawet zdrowie.
9 lat temu kiedy nie widzialam i nie slyszalam go przez 4 miesiace – juz wychodzilam na prosta psychicznie.
Teraz tak nie bedzie, bo jest dziecko.
Na razie tyle.
 
Duuuzym plusem jest to, ze w ciagu 3 tygodni ubylo mnie polowe, tzn: wrocilam do stanu sprzed 9 lat, zaczelam dbac o siebie, swoj wyglad, odzywianie, kondycje  itp.
Psychicznie zaczynam wychodzic na prosta.
I wiem, ze musze zyc, zyc dla siebie i dla Syna.
 
Mamy calkiem fajne mieszkanko z duzym tarasem i ogrodkiem okolo 90 metrow (niestety trawe trzeba kosic raz na tydzien).
W sumie zawsze wszystko sama robilam w tym domu, sprzatalam , organizowalam, zmienialam, remontowalam, kosilam trawe itp.
Wiec zadnej straty nie odczulam w tym sensie.
 
Jestem zorganizowana osoba, niezalezna pod kazdym wzgledem. Teraz mocno szczupla, naturalna brunetka.
Na poczatku nie jestem moze zbyt wylewna, dosc dlugo przyzwyczajam sie do nowych ludzi, a zyskuje przy blizszym poznaniu.
Teraz nie jestem gotowa na wiazanie sie z kims, jeszcze musze dojsc sama ze soba do ladu.
Daje czasowi czas.
 
Natomiast cenie sobie bardzo towarzystwo ludzi, stad moje poszukiwania osob, aby wymienic doswiadczenia i przyjemnie spedzic czas.
 
Jestem dosc zabiegana, duzo rzeczy robie po pracy, zakupy, zajecia z Synem, znajomi.
Ostatnie dni wracamy pozno do domu.
Nie jestem typem domatora, raczej nie siedze w domu.
Lubie podroze – te dalekie i te bliskie.
Duzo jezdzimy na rowerze.”

……czekałem na Kubę aż wreszcie przyjechał.  Dziadek jego dziewczyny ich przywiózł wczoraj o 15.  Zaczęły się opowiadania jak było. Z 9 osób zrobiło się 19  (kilka dojechało w między czasie).  Było 8-O duuuuże ognisko z pieczoną kiełbaską, boczkiem, szaszłykami, skrzydełkami a potem pieczone ziemniaki. Jeden z kolegów grał na gitarze szanty i różne przyśpiewki „góralskie”.  Domyślam się, że było baaardzo wesoło :lol: .  Widziałem po synku,  że jest bardzoooo zmęczony tym „odpoczynkiem”.

Około godziny 17  cała rodzina dziewczyny z Kubą pojechali na cmentarz do jej taty. To już minął tydzień  od pogrzebu :cry: .

Dziś rano przyjechała mama Kuby zabierając go do siebie na urodziny,  jego siostra  kończy 4 latka. Tak tak,  ja nie zabraniam synkowi kontaktów z byłą żoną i jej nowym mężem i córką.

wpid-DSC_0557.JPG

Dziś rano dowiedziałem się,  że  w wypadku samochodowym wracając z pracy wczoraj o 17-10 zginął tata dziewczyny Kuby.  Spotykają się przeszło dwa lata.  W  sierpniu zeszłego roku zrobiliśmy z Kubą grilla zapoznawczego na którym byli rodzice i siostra dziewczyny. Był słoneczny piękny dzień a potem ciepły wieczór oświetlany świecami.  Były  długie rozmowy o wszystkim i śmiech a w tle  było słychać muzykę Richarda Clayderman,  Jean Michel Jarre  i oczywiście dyskotekową.  Po spotkaniu Kuba powiedział: tato,  było super, dziękuję „.  To spotkanie było bardzo ważne dla Kuby.  Synek nie poszedł do szkoły i cały dzień jest z dziewczyną i jej rodziną.  Dzwoniłem do synka,  pocieszając go i oświadczając,  że jestem z nim myślami,  dzwoniłem też do wychowawczyni i usprawiedliwiłem jego nie obecność w dniu dzisiejszym i jutrzejszym .  Zgodziła się ze mną,  że  jest przy dziewczynie w tych tak trudnych chwilach.

Pamiętam  nasze sierpniowe spotkanie.  Długo rozmawiałem z tatą dziewczyny na różne  tematy.

świeca

…… całe życie się czegoś uczymy. Każdy rodzic uczy swoje dzieci podstawowych a za razem prozaicznych czynności i umiejętności które będą mu potrzebne w dorosłym życiu aby partner/ka  z którym się zwiąże była zadowolona i szczęśliwa :lol: , że ma przy sobie zaradną osobę.  Nie mówię tu o rzeczach bardziej skomplikowanych jak dla chłopaka : ” upieczenie sernika czy zrobienie dewolaja z serem i pieczarkami „.  Może kiedyś się nauczymy jak spotkamy dobrą ” nauczycielkę ” :-o . Synek robi pyszne spaghetti z pieczarkami i jajkiem.  Skromnie powiem że Kuba robi pranie pościeli i ręczników na 90C nie wspomnę o praniu koloru i prasowaniu sobie koszul,  odkurza,  myje panele i okna,  wymienia przepalone żarówki,  potrafi powiesić półkę na ścianie wcześniej wiercąc dziury na kołki,  kosi trawę,  o tym póżniej. 

          Ostatnio były wichury i przekręciła nam się antena na dachu (mieszkamy w domu jednorodzinnym).  Powiedziałem do Kuby: synku weż drabinę i śrubokręt płaski i ustaw antenę prawidłowo na swoje miejsce.  Po paru minutach przychodzi Kuba i mówi:  tato ustawiłem antenę i zjemy sobie obiad ( frytki talarki,  jajko sadzone ze smażoną kiełbaską i kefir,  na to synek miał ochotę wczoraj na obiad ) przed TV oglądając ” wojny magazynowe” – odpowiedziałem OK synku.

W zeszłym roku w lato podczas koszenia trawy kosiarką spalinową przez Kubę przyszedł jego kolega.  Synek zrobił sobie przerwę na rozmowę z Robertem.  Była godzina 20.  Powiedziałem do jego kolegi : może Ty trochę pokosisz a on odpowiedział że tata mu zabrania tego robić a ja spytałem dlaczego?  Tata mu zabrania takich rzeczy robić żeby nie zrobił sobie krzywdy.  Hm, pomyślałem sobie z dużym zdziwieniem.  To czego jego tata go uczy na przyszłość?

Już bardzo dawno wprowadziłem w życie stare polskie powiedzenie:  ” czym skorupka za młodu nasiąknie tym na starość trąci „.  Tego samego uczył mnie mój tata,  którego już nie ma z nami :cry: .

Muszę Wam powiedzieć,  że jestem szczęśliwy mieszkając  z synem a nie z córką.  Gdybym mieszkał z córka to miałbym duuuuży problem :oops: z przekazaniem jej wiadomości bycia kobietą a nie wspomnę o nauczeniu jej wielu damskich „preferencji”  bycia dobra żoną i mamą w przyszłości.

Dokąd nas ta droga doprowadzi?

wpid-Zdjęcie0127.jpg


  • RSS