Samotny-ojciec

Samotnie wychowywane dzieci przez jednego z rodziców

Wpisy z tagiem: samotni rodzice

Wielu samotnych rodziców może obawiać się założenia nowego związku, bo sądzą, że ich nowy partner nie pokocha ich dziecka. Jednocześnie samotnie wychowując dziecko, tym czego pragniemy właśnie najbardziej jest podarowanie naszemu Skarbowi kochającego drugiego rodzica.

Zanim poznałam Czarka żyłam z ogromnym poczuciem winy, że moja córka nigdy nie zazna ojcowskiej miłości wyrażającej się w codziennej opiece, zabawie, nauce, a przede wszystkim obecności taty w każdej chwili Jej życia. Wielu z nas, samotnych rodziców, doświadczyło wygodnictwa expartnerów w postaci przerzucenia wszystkich obowiązków związanych z wychowywaniem dziecka na jednego rodzica. Kochamy nasze dzieci, czerpiemy siłę i radość z możliwości bycia z nimi, zabawy, obserwowania ich rozwoju, postępów w nauce. Nasze dzieci są dla nas najważniejsze w życiu. Czy „rodzic”, który bez żadnego wstydu oświadcza, że jest bardzo zapracowaną osobą i znajduje na spotkanie z dzieckiem dwie godziny raz na jakiś czas i podkreśla, że czas wolny przeznaczony jest na jego własny wypoczynek… czy taka osoba godna jest nazywać siebie „tatą” czy „mamą”?

Moja córka ma ogromne szczęście, bo ma najlepszego Tatę pod słońcem. To Czarek opowiadał Zosi pierwsze bajki. Zrobił dla niej pierwszą huśtawkę. Jako pierwszy wprowadzał ją w tajniki pływania w jeziorze. Zabrał na pierwszą przejażdżkę sankami. Nauczył jeździć na rowerze. Jest obecny na wszystkich występach i przedstawieniach w przedszkolu. Budzi się w środku nocy i idzie do pokoju Małej, żeby sprawdzić, czy jest dobrze przykryta… A najpiękniejszym momentem w naszym życiu była chwila, kiedy nasza córka po raz pierwszy powiedziała do Czarka: Tata :-)

Dziś zrobiłem Zosi lampkę nocną bo stara się przepaliła.  Znaleźliśmy z Kasią słoik po drzemie truskawkowym. W środek włożyliśmy z kinder niespodzianek syrenkę i wleliśmy wodę zabarwioną na niebiesko.  Na zewnątrz przykleiłem ledy i podłączyłem je do starego zasilacza po telefonie. Zosia była bardzo zaskoczona.DSC_1484

 

W wolnych chwilach po pracy robię w domu zaskakując Kasię swoimi umiejętnościami do majsterkowanie a ona mnie zaskakuje umiejętnościami kulinarnymi. Kilka dni temu Kasieńka zrobiła pyszne flaczki z żołądków drobiowych (pyszne były) a to wątróbka z cebulką i ziemniaczki piure innym razem pieczony kurczaczek z frytkami i żurawiną.  Wczoraj było pyszne ciasto z jabłkami na deser. Dużo by było wymieniać te wszystkie potrawy.

1 września Kasia do mnie zadzwoniła i powiedział: Czarku, załatwiłam prawie wszystkie sprawy związane z zamknięciem firmy i ……. zapadła cisza, Czy chcesz nas zabrać do swojego domu?  Kiedy, spytałem? W piątek 4 września zrobimy urodziny Zosi a w sobotę będziemy się pakować i wyjedziemy do Naszego domu już razem, chodżby w nocy. Cudownie Kasiu, odpowiedziałem.

W czwartek 3 września o 8-10 wyjechałem z Kubą samochodem z przyczepą na urodziny Zosi. Na nawigacij pokazało nam 563 km. do Szczecina. Według planu mieliśmy być na miejscu o 16-15 . Jechaliśmy sobie słuchając muzyki i rozmawiając na różne tematy podziwiając wszystko co mijamy. Dawno tak spokojnie nie rozmawialiśmy nie śpiesząc się. Przypomnę, że Kuba podczas wakacji pracował a jak miał czas wolny to spotykał się z kolegami i koleżankami. Wypady na grille, kino, koncerty itp, bo miał wakacje a dla mnie nie starczało już czasu :) Po drodze robiliśmy sobie przystanki na odpoczynek i jedzenie. W Szczecinie byliśmy o 17-23. Dziewczynki już na nas czekały na skrzyżowaniu nie opodal domu. Było gorące przywitanie. Zosia mnie przytuliła a ja ją całowałem a potem przywitałem się z Kasią :), potem synek się przywitał z dziewczynkami. Była kolacja, rozmowy o wszystkim i wieczorny spacer po mieście. Kuba woził Zosię w wózku a ja trzymając Kasię za rękę lub w pół idąc za Naszymi dziećmi rozmawialiśmy o wszystkim. W pewnym momencie Kasia przystanęła biorąc mnie za dłonie i patrząc swoimi zielonymi oczami w moje niebieskie w blasku ulicznych neonów powiedziała:  Jestem szczęśliwa z Tobą.Przytuliliśmy się mocno a Nasze dzieci to widziały i uśmiechały nie wiedząc o czym rodzice rozmawiają.  Do domu wróciliśmy o 21-45. W piątek rano po śniadanku Kasia poszła ostatni raz do pracy a ja z Kubą i Zosią ruszyliśmy w miasto na zwiedzanie. Pojechaliśmy na Wały Chrobrego i oglądaliśmy panoramę miasta i Odry. Zjedliśmy sobie śniadanko przygotowane przez „mamuśkę” w parku. Ruszyliśmy dalej w stronę centrum. Przechodząc koło sklepu z zabawkami Zosia kazała nam się zatrzymać i paluszkiem pokazywała lalki na wystawie. Prosiłem, żeby wybrała, która jej się podoba a ona pokazywała : ta i ta i trzecia, czwarta, piąta, szósta i siódma. Ja z Kubą zaczęliśmy się śmiać. Spytałem się Córeńki a może wróżka w fioletowej sukni z różdżką w ręku. Zosia odpowiedziała: tak tak, tą lalę. W czasie zakupów dostaliśmy telefon od Kasi, że już czaka na nas pod pracą. Razem pojechaliśmy do sklepu po zakupy na urodziny. W domu przygotowywania na przybycie pierwszych gości którzy byli zaproszeni na 17-30. Były prezenty i oczywiście tort z trzema świeczkami. Przyjęcie urodzinowe skończyło się o 21-40. Szybkie sprzątanie i hop do łóżka aby rano w sobotę wstać i zacząć się pakować.

Sobota 8-30, szybkie śniadanie, kawa. Kasia pakowała a my z Kubą nosiliśmy do samochodu i przyczepy różne rzeczy, nie było końca.  O 14 szybki obiad i z powrotem do pracy. Czas tak szybko mijał a my w „polu”. Godzina 20-45 a my dopiero ruszamy do Naszego domu. Wyjazd ze Szczecina a potem ciemna noc i my we czwórkę. Z początku Kuba ze mną siedział a potem się zmienił z Kasią, która siedziała do samego końca aż do domu rozmawiając ze mną abym nie zasnął. W czasie drogi kilka razy się zatrzymywałem na przysłowiowe wyprostowanie kości. W czasie jazdy Kasia karmiła mnie kanapkami i nalewała kawę aby nie tracić czasu na postoje i podążać do celu. Około 5 rano zaczęło świtać a my nadal w drodze. Prędkość na zegarze nie przekraczała 70 km. na godzinę, przepisowo i bezpiecznie a dodatkowo pełna przyczepa. Dzieci spały a my rozmawialiśmy szeptem. Na miejscu byliśmy o 8-30 ( niedziela ). Wjeżdżając na ogród zobaczyliśmy kolorowe baloniki i napis „WITAMY” zrobione przez moją rodzinę na powitanie Kasi i Zosi.

Rozpakowywanie…………

c.d.n.

Ten artykuł dedykuję samotnym mamom takim jak Dorota, Jola :) itp. Cały czas powraca temat postawienia grubej kreski nad przeszłością. Jeżeli chcecie zacząć normalne życie i spróbować ułożyć je sobie od początku z nowym partnerem a Ex Wam to uniemożliwia wchodząc wręcz do Waszego domu i życia bez uprzedzania to o jednym fakcje musicie wiedzieć. My mężczyżni jesteśmy z Marsa a Wy kobietki z Wenus. Wiem, że tym artykułem narażę się facetom ale sam nie akceptuję ich postępowania względem kobiet. Musicie postarać się myśleć jak facet. Definicja samca z epoki kamienia łupanego. Myśliwy, polujący i przynoszący pożywienie do własnej jaskini ale też zdobywca kobiet aby podtrzymać gatunek ludzki. Tak tak, do tej pory nam to zostało :(. Z natury nie wszyscy mężczyźni są monogamostami. Czytam często, że byli Ex spotykają się z różnymi kobietami  a byłe żony traktują jak dożywotnie własności. Musicie się temu bardzo stanowczo przeciw stawić. Wiem , zadacie mi pytanie a co z alimentami ? A ja zadam Wam pytanie, dlaczego do tej pory nie macie ustalonych alimentów w sądzie? i jesteście uzależnione od byłych mężów.  Czy chcecie do końca życia pokutować za własne błędy? Jeżeli tak, to jest Wasz wybór. 

Kasia ma ustalone alimenty i chcę zmienić swoje życie na lepsze przeprowadzając się do mnie a Ex jeżeli kocha Zosię to będzie przyjeżdżał ją odwiedzać w ustalonych miejscach przez moją „żonkę”. My nie mamy po 14 lat i wiemy co robimy. Drugą połowę naszego życia chcemy spędzić w szczęściu i prawdziwej rodzinie. Powiem Wam jeszcze coś ważnego. Przyszywany tata czy przyszywana mama może więcej dać miłości dziecku partnera jak biologiczni rodzice. Znam takie związki i małżeństwa gdzie tak jest. Bardzo proszę nie pisać lakonicznych i sceptycznych komentarzy tylko wcześniej się zastanowić nad kwintesencją życia. Jeżeli ktoś chce być już sam do końca jego dni to jest tylko jego wybór. My wybraliśmy lepsze życie. Kasia nie zamierza umrzeć na stosie jak Joanna Dark za przekonania, że do końca życia trzeba już żyć samemu. To jest jej wybór bo myśli o Zosi i o sobie.

4 września ( piątek ) odbędą się 3 urodziny Zosi. Postaram się wyjechać w czwartek aby spędzić więcej czasu z dziewczynkami. Wspólne spacery, śniadania, obiady, kolacje i rozmowy z Kasią do białego rana. Muszę Wam coś jeszcze opowiedzieć, co ostatnio mi się przytrafiło podczas rozmowy telefonicznej z „żonką”. Rozmawiając o moim przyjeździe do Szczecina usłyszałem Zosie, która usilnie chciała ze mną rozmawiać. Córeńka opowiadała mi o swoim przedszkolu, kotkach w domu itp. Rozumiałem co piąte a może i dziesiąte słowo. W pewnym momencie zaczęła mi śpiewać, nucić jakąś piosenkę. Nie rozumiałem jej wcale ale miała tak piękny głosik tak delikatny małej dziewczynki, że się wzruszylem. Na koniec recitalu podziękowałem Córeńce mówiąc: ślicznie zaśpiewałaś Zosiu. Spytałem się Kasi: co to jest za piosenka? Odpowiedziała: Zosia uczy się w przedszkolu wierszyków, cyferek na zegarze, literek itp.

…..rozmawiamy często o sprawach związanych z przeprowadzką do nas w ciągu 2 miesięcy. Kasia w Szczecinie zamyka wszystkie  sprawy. Dziewczynki przyjechały w czwartek 20 sierpnia o 15-08 do Warszawy. Znów po dwóch tygodniach wpadliśmy sobie w ramiona. Planujemy przemeblowania w naszym domu na potrzeby powiększenia rodziny. W piątek załatwilismy przedszkole dla Zosi. Od września zaczyna swoją działalność. Wszystko jest nowe a szczególnie zabawki, którymi bawiła się Córeńka. W sobotę pojechaliśmy do mojej rodziny na zjazd rodzinny. Przedstawiłem wszystkim Kasię jako moją narzeczoną i Zosię jako moją Córeńkę. Wszyscy zaakceptowali moje dziewczynki. Był grill na ogrodzie. Wszyscy ze sobą rozmawiali, było wspaniale i cudownie.  Zosia bardzo dobrze czuła się wśród całej mojej rodziny, rozmawiając z nimi i bawiąc się z dziećmi. Ciesze się, że tam byliśmy razem w czwórkę bo i Kuba też był nosząc Zosie na rękach lub usypiając ją w wózku.

Bardzo przepraszam, że tak długo nic nie pisałem ale sprawy organizacyjne zbyt dużo pochłaniają mi czasu. Będę informował na bieżąco o postępach…..

W sobotę 1 sierpnia o godz. 7-44 wsiadłem do pociągu, który jechał do Szczecina na spotkanie po raz pierwszy z samotną mamą o imieniu Kasia i jej małą córeńką Zosią. Pociąg oczywiście się opużnił 40 min. Obie kobietki czekały na mnie na dworcu. Wysiadając z pociągu zaczołem je szukać w tłumie ludzi, wrescie się dostrzegliśmy. Nasze spojrzenia spotkały się. Podeszliśmy do siebie patrząc z niedowierzaniem,  że już jesteśmy razem. Poprosiłem Kasię o pokazanie mi Szczecina. Zostawiłem torbę podróżną u niej w domu i po chwili wyruszyliśmy razem z Zosią w wózku na zwiedzanie miasta. Prawie cały czas ja woziłem, zaciekawiły mnie spojrzenia obcych ludzi, którzy się uśmiechali widząc rodzinkę na spacerze. To było cudowne doznanie.Pokazywała mi różne miejsca i zabytki a w między czasie rozmawialiśmy o wszystkim. Robiłem zdjęcia ciekawych miejsc aby teraz wspominać sobie te chwile spędzone razem. Po drodze zachodziliśmy na place zabaw na których córeńka się bawiła. W pewnym momencie Zosia huśtając się, pomachała mi rączką. To było bardzo miłe. Innym razem robiąc zdjęcie katedry z dołu, przyszła do mnie i pokazując paluszkiem swoją mamę pokazała mi, że tam mamy iść i po chwili trzymając Zosię za rączkę wróciliśmy do Kasi.

Do domu wróciliśmy około godz.21. Kasia robiła kolację a ja spędzałem czas z córeńką patrząc jak się bawi a potem oglądała bajki w tablecie. W pewnym momencie Zosia zaczęła trzeć oczki. Spytałem się jej – czy chce, żeby wujek ją przytulił? Odpowiedziała „tak”. Po chwili trzymałem ją na rekach przytulając i poczułem jak zasypia wtulona we mnie, cudowne uczucie. Powolutku zaniosłem ją do łóżeczka i przykryłem kocykiem.

mms_img1006707241 mms_img1994863901 mms_img-1904095267 mms_img1506134086 mms_img1006707241 (1) mms_img-986494982 mms_img-986494982 (3) mms_img-986494982 (2) mms_img-986494982 (1) mms_img-800386513 mms_img-269479054 mms_img-223566029 mms_img2139868379

Napisała do mnie Martyna, nie podając adresu meilowego, tak więc postanowiłem odpisać publicznie aby zaspokoić jej ciekawość i nie słuszny osąd. :-?

„Tak, poniekąd zaspokoiłeś. Nie chce mieszkać ze swoją matką, ale z ojcem również, więc myślę że Twój problem jest o wiele bardziej złożony. Pewnie tego nie upublicznisz, ale myślę że mówisz tylko połowę prawdy”.

W czasie trwania rozwodu, Agata wyprowadziła się z dziećmi ( Małgosią i Jasiem ) do swojej mamy ( byłej teściowej ). W między czasie Małgosia dzwoniła do swojego taty Jacka kilka razy mówiąc, że chcą wrócić do swojego domu. Jacek odpowiadał, że ich pokoje czekają cały czas na ich powrót ale bez mamy. Małgosia nalegała, aby tata tolerował mamy zachowanie i dalszy jej romans dla dobra dzieci. Jacek kategorycznie odmówił takiemu choremu układowi :twisted: Po pewnym czasie mały Jasio powiedział Agacie, że chce kategorycznie mieszkać z tatą. Powiedział, że nie chce przeprowadzać się z jej przyjacielem do innego miasta. I w ten oto sposób podczas Świąt Wielkanocnych Jaś zadzwonił do swojego taty i powiedział tak: tato, przeprowadzam się do Ciebie,  muszę się spakować i za godzinę przyjedz po mnie. Jacek był przed czasem pod domem byłej teściowej. W pewnym momencie zobaczył małego Jasia idącego z dużymi torbami przewieszonymi przez ramię uśmiechając się do taty. Kilka razy Jaś wracał po kolejne torby i kartony. W jego oczach było widać błysk i szczęście :-P Jacek spytał się: czy ma pomóc? : tato ja sam to przyniosę, czekaj w samochodzie.

Od tamtego dnia zaczeli być szczęśliwi aż do tej pory są :lol:

Droga Martyno, jak sama widzisz, pewne sprawy nie zawsze tak wyglądają jak nam się wydaje. Pamiętaj, że nie zawsze można osądzać ludzi, jeżeli ich nie znamy. Różnie w życiu się układa. Rozumiem, że bardzo cierpisz. Rodzice bardzo Ciebie kochają :lol: Na pewno jednemu z nich jest bardzo smutno bez Ciebie. Małgosia mieszka z babcią a Ty z kim?

Witam wszystkich blogowiczów a szczególnie samotnych rodziców. Bardzo dziękuję za komentarze :lol:
Problem wychowywania dziecka w pojedynkę jest bardzo trudnym i złożonym zadaniem. Często mamy dylematy czy dobrze postępujemy względem dzieci. Często chcieli byśmy uzyskać pomoc w tej kwestii od bliskiej nam osoby. Nie jedno krotnie zadajemy sobie pytanie czy dobrze postępujemy czy źle.

Założyłem tego bloga z myślą o samotnych rodzicach aby dzielić się z nimi problemami i pomagać sobie w rozwiązywaniu trudnych kwestii w wychowaniu naszych pociech. Widząc komentarze, wiem, że sam nie jestem. Jest mi lżej.

Drugim problemem jest życie w zdradzie z partnerem tolerując jego wyskoki. Takie związki dzielą się na dwie kategorie.

1) Przymykamy oczy i tolerujemy zdrady dla dobra dziecka a tak naprawdę chodzi o lęk finansowy czy w pojedynkę poradzimy sobie w utrzymaniu domu :cry:

2) Dowiedziawszy się o zdradzie odcinamy się od partnera i stawiamy grubą kreskę dzielącą nas od przeszłości i zaczynamy żyć normalnie a jak brakuje nam pieniędzy podejmujemy drugi etat aby pokazać byłej czy byłemu, że dajemy sobie doskonale radę w pojedynkę. Jest to cudowne uczucie być nie zależnym :-P

Ktoś kiedyś powiedział: ” święty spokój nie ma ceny”

             Od wielu lat zadaję sobie pytanie? Dlaczego jesteśmy samotnymi rodzicami :cry: ….hm, co są winne Nasze dzieci za taki stan rozdarcia emocjonalnego? ……….  W naszych przypadkach, związaliśmy się z niewłaściwymi i nie odpowiedzialnymi ludźmi :evil: . Każda historia miłosna ma swój początek, wszystkie poznania mają ten sam scenariusz, opiszę to jak było u Jacka. Ta opowieść oparta jest na faktach. Bardzo proszę nie wyciągać pochopnych wniosków i nie pisać, że on nadal tęskni za swoją EX, bo jest to bardzo mylne stwierdzenie. Jest szczęśliwym ojcem ale samotnym mężczyzną, który wierzy, że pozna tę jedyną kobietę.

Nie szukajmy miłości na siłę to ona sama nas znajdzie, nie wiadomo gdzie i kiedy. Bądźmy cierpliwi a życie się do nas uśmiechnie :lol:

…puk puk , kto tam?- pyta Jacek

-to ja Bogdan

-co robisz Jacku?

-majsterkuję sobie, czyszczę głowicę magnetofonową

-jadę do Doroty a ona ma siostrę Agatę, pojedz ze mną, posiedzimy sobie we czwórkę, napijemy się herbaty i obejrzymy jakiś film-powiedział Bogdan

i tak się stało, pojechali obaj do koleżanek. Jacek poznał Agatę. Takich spotkań było wiele. Za którymś razem Jacek się spytał……..

Agato, czy jutro pojedziemy do kina?

tak- odpowiedziała Agata, motylki zaczęły latać po brzuszku Jackowi :roll: .

    Pierwszy raz Jacek wziął Agatę za rękę, potem pierwszy pocałunek, wspólne wakacje nad morzem w namiocie na które pojechali białym „maluchem”. Długie spacery, rozmowy przy zachodzie słońca i podjęcie decyzij, że chcą się pobrać i zamieszkać razem. Po roku czasu znajomości  we wrześniu pobrali się. Po dwóch latach urodziła się Małgosia a po kolejnych czterech urodził się Jaś. Żyli sobie szczęśliwie, patrząc na rosnące dzieci. Przedszkole, szkoła podstawowa w między czasie Agata poszła do pracy po urlopie macierzyńskim. Niby sielanka i normalne życie jak u milionów innych małżeństw i rodziców. Były wspólne święta, wyjazdy na wakacje i weekendy przed siebie.

    Pewnego dnia na spotkaniu u znajomych, cały świat i małżeństwo Jacka runęło, wszystko zamieniło się w gruz. Jaki Jacek był? Muszę go opisać, żeby nie było dziwnych insynuacji, że był złym mężem i ojcem. Tacy mężowie też bywają tak jak i kobiety.

    Nie chodził z kolegami na piwo. Nie chodził do pubach oglądać mecze piłkarskie nawet te ważne dla Polski, bo po prostu tego nie lubił, był domatorem, zawsze wolny czas spędzał w domu z rodzinom i nie oglądał się za kobietami. Miał kilka hobby: modelarstwo, motoryzacja, fotografia. Był romantykiem a Agata nie. Robił wiele niespodzianek, których Agata nie widziała i nie dostrzegała.

    Nasuwa mi się pytanie. Dlaczego ludzie po poznaniu mówią:  kocham Ciebie, zakładają rodziny a potem rodzą się dzieci a następnie zdradzają nas i odchodzą do innych nie interesując się tymi dziećmi. To jest brak dojrzałości a jak takich ludzi poznać przed ślubem? Czy jest to możliwe?

    Tą opowieść dedykuję  samotnej mamie ze Szczecina, która będąc w ciąży została sama, bo partner odszedł od niej. Po kilku miesiącach urodziła się dziewczynka o niebieskich oczkach i blond włoskach :-) . Córeńka ma już trzy latka i ma na imię Zosia. Tata, przyjeżdżając do niej w odwiedziny, robi to z łaski.

Gdzie jest odpowiedzialność ?


  • RSS