Samotny-ojciec

Samotnie wychowywane dzieci przez jednego z rodziców

Wpisy z tagiem: obłuda

Jacek zaczął próbować rozmawiać o tym problemie z Agatą. Sytuacja w domu stawała się dziwna i nie zrozumiała. Coś w powietrzu wisiało. Dzieci widziały u mamy jakaś zmianę. Pytały się: co się dzieje z mamą tatusiu? Jacek postanowił zacisnąć zęby i dalej żyć wykonując swoje obowiązki jak dawniej myśląc, że za jakiś czas wróci to do normy.
Po kilku miesiącach Jacek z Agatą zostali zaproszeni na urodziny do swoich starych znajomych. Zabawa była super. Tańce, rozmowy ze znajomymi, super jedzenie, fajerwerki o 23 w ogrodzie itp.

Jackowi było smutno, cały czas myślał o swojej żonie i o tym,  że coś się zmieniło w ich życiu, widząc ją rozbawioną i rozmawiając i innymi gośćmi postanowił odejść kawałek dalej. Usiadł sobie na krzesełku pod jabłonią. Zamyślił się bardzo. W pewnym momencie usłyszał głos Doroty, gospodyni domu.

- jak się bawicie?

- Jacek odpowiedział: super przyjęcie.

- słyszałam, że Jaś miał komunie w tym roku.

- tak miał – odpowiedział Jacek.

- co w pracy u Ciebie?

- bez zmian, dużo stresu, takie życie.

- co w domu?, jak się układa?

- dobrze, bez zmian (Jacek opuścił głowę wiedząc, że nie jest to prawdą).

- jak w pracy u Agaty?

- dużo dyżurów nocnych a ja jak zwykle z dziećmi wieczorami sam,  samo życie.

- zawsze Agacie zazdrościłam takiego męża.

- jestem normalnym facetem, który kocha swoją rodzinę, dzieci, żonę i dom.

- czy Agata nie zmieniła się ostatnio?spytała Dorota.

- Jacek chwilę się zastanawiał……. nic nie odpowiedział.

- wiesz, że zawsze uważałam Was  za super małżeństwo, muszę Ci coś powiedzieć.

- Jacek spojrzał na Dorotę badawczym wzrokiem i z nutą zdziwienia.

- Agata ma romans w pracy z żonatym facetem,  nie wiem co jej odbiło.  Mój mąż nie jest taki dobry i wspaniały jak Ty a pomimo tego jestem mu wierna.  Musiałam to powiedzieć Tobie, bo nie zasługujesz na kłamstwo. Przepraszam.

W oczach Doroty było widać wielki smutek i żal.

- Jacka zamurowało, zrozumiał, że przez te ostatnie miesiące dziwne zachowanie żony było spowodowane romansem w pracy a tak jej ufał i wierzył. dziękuję- powiedział Jacek.

- chodź do gości- powiedziała Dorota biorąc Jacka za ramię.

Do końca przyjęcia urodzinowego Jacek miał przyszyty uśmiech to twarzy. Nie mógł doczekać się powrotu do domu do swoich dzieci bo tylko one już się liczyły.

Była godzina 3-15 jak przyjechali do swojego ” rodzinnego domu „. Jacek poszedł do pokoi swoich dzieci cichutko całując je w policzki a potem pod prysznic. Po kąpieli poszedł do ‚wspólnej sypialni” i wziął swoją ulubioną poduszkę. Agata spytała: co Ty robisz? odpowiedział: jutro porozmawiamy, dobranoc. Położył się w sąsiednim pokoju przykrywając pledem. Nie mógł długo zasnąć, przekręcając się z boku na bok, serce waliło mu jak młot udarowy w centrum miasta na asfalcie,  myśli latały mu po głowie jak jaskółki na niebie przed deszczem.

c.d.n.

 

 

 

 

Kilka dni temu dostałem takiego e-maila od samotnej mamy.  Po przeczytaniu zastanawiam się:  czy Ona boi się samotności czy nadal kocha  swojego męża?  Myślę,  że jedno i drugie.  Gdzie jest jej godność i szacunek dla samej siebie pozwalając sobie na taką podłość.  On prowadzi podwójne  życie…… bo tak mu wygodnie skacząc z kwiatka na kwiatek.  Nasuwa mi się myśl a zarazem pytanie.  Do czego to ją doprowadzi.  Czy nie szkoda czasu i życia na taki chory związek? Czy nie powinna „pozamiatać”,  złożyć pozew rozwodowy i zacząć myśleć o sobie swoim synu i zacząć układać życie na nowo?
Jestem po rozwodzie 9 lat.  Jak dowiedziałem się,  że  ” moja żona”  ;-)   ma romans w pracy z żonatym mężczyzną postanowiłem  złożyć pozew rozwodowy.  Przez dwa i pól roku trwania rozwodu nie mogłem patrzeć jej w oczy :evil: .  Oczywiście spaliśmy w oddzielnych pokojach, zero rozmów i wspólnych wyjazdów.  Doszedłem do wniosku:  to ona nie jest mnie warta i nie zasługuje na mnie.  W dniu dostania rozwodu na sali rozpraw wstałem i przed sądem ukłoniłem się w pas dziękując za rozwód :lol: . Od tamtego dnia zacząłem żyć „pełną piersią”  wiedząc, że wolę być sam a nie żyć w kłamstwie.
„…..9 lat temu urodzil sie moj Syn, 3 miesiace po urodzinach dowiedzialam sie, ze maz ma kogos; po kolejnych dwoch wyprowadzil sie z domu. Syna odwiedzal codziennie. Tak bylo przez rok. Po roku wrocil.
Zamknelismy ten rozdzial za soba na zawsze wydawalo sie.
Od jakiegos roku, poltora – zaczelo sie psuc, glownie dlatego, ze maz poswiecil sie swojej pasji (zeglarstwo), a ja przejelam obowiazki domowe.
Zaczely sie klotnie (ale nie takie z krzykami czy rzucaniem talerzy).
Sym byl swiadkiem wielu z nich.
Ja przestawalam dawac rade ze wszystkim - z domem, szkola, innymi obowiazkami.
Wszystko bylo na mojej glowie. Zaczelam sie buntowac.
Prosilam, grozilam itp.
Moj maz zawsze mowil, ze boi sie zostac sam.
I chyba zaczal odbudowywac kontakty sprzed 9 lat – upewnil sie, ze nie bedzie sam. I odszedl.
Mowil na poczatku, ze nikogo nie ma. Pozniej w swietle dowodow przestal zaprzeczac.
Prawdopodobnie jest to ta sama osoba, co 9 lat temu.
Ogolnie z tego, co uslyszalam, to przez 8 lat zylam w klamstwie…
I czego tu zalowac?
Bylismy malzenstwem 15 lat i nie dostalam nawet szansy, zeby o tym porozmawiac czy probowac ratowac.
Gdyby dzis ktos mi powiedzial, ze nigdy wiecej nie uslysze i nie zobacze tego czlowieka – oddalabym wszystko co mam, nawet zdrowie.
9 lat temu kiedy nie widzialam i nie slyszalam go przez 4 miesiace – juz wychodzilam na prosta psychicznie.
Teraz tak nie bedzie, bo jest dziecko.
Na razie tyle.
 
Duuuzym plusem jest to, ze w ciagu 3 tygodni ubylo mnie polowe, tzn: wrocilam do stanu sprzed 9 lat, zaczelam dbac o siebie, swoj wyglad, odzywianie, kondycje  itp.
Psychicznie zaczynam wychodzic na prosta.
I wiem, ze musze zyc, zyc dla siebie i dla Syna.
 
Mamy calkiem fajne mieszkanko z duzym tarasem i ogrodkiem okolo 90 metrow (niestety trawe trzeba kosic raz na tydzien).
W sumie zawsze wszystko sama robilam w tym domu, sprzatalam , organizowalam, zmienialam, remontowalam, kosilam trawe itp.
Wiec zadnej straty nie odczulam w tym sensie.
 
Jestem zorganizowana osoba, niezalezna pod kazdym wzgledem. Teraz mocno szczupla, naturalna brunetka.
Na poczatku nie jestem moze zbyt wylewna, dosc dlugo przyzwyczajam sie do nowych ludzi, a zyskuje przy blizszym poznaniu.
Teraz nie jestem gotowa na wiazanie sie z kims, jeszcze musze dojsc sama ze soba do ladu.
Daje czasowi czas.
 
Natomiast cenie sobie bardzo towarzystwo ludzi, stad moje poszukiwania osob, aby wymienic doswiadczenia i przyjemnie spedzic czas.
 
Jestem dosc zabiegana, duzo rzeczy robie po pracy, zakupy, zajecia z Synem, znajomi.
Ostatnie dni wracamy pozno do domu.
Nie jestem typem domatora, raczej nie siedze w domu.
Lubie podroze – te dalekie i te bliskie.
Duzo jezdzimy na rowerze.”

  • RSS