Samotny-ojciec

Samotnie wychowywane dzieci przez jednego z rodziców

Wpisy z tagiem: miłość

„Witaj Czarku, Mam nadzieję, że pamiętasz mnie jeszcze trochę z komentarzy na Twoim Blogu. Co u Ciebie? Mam nadzieję, że wszystko dobrze. Nie piszesz postów od dłuższego czasu więc pewnie bardzo dobrze układa Ci się z Kasią. Tak trzymać! Chcę tylko napisać, że wiele twoich wpisów i odpowiedzi na moje komentarze pozwoliło mi inaczej spojrzeć na swoje życie i wiele w nim zmienić. Także dziękuję serdecznie za pomoc nieocenioną. Twoją historię opowiadam często moim znajomym jako przykład, że na szczęście nigdy nie jest za późno i kiedyś w końcu ono się do nas uśmiecha. Napisz proszę, czy u Ciebie wszystko ok. Jeszcze raz dziękuję za cenne wskazówki. Pozdrowienia dla Ciebie i Twojej sympatycznej gromadki. Dorota”

Witaj Doroto,

bardzo dziękuję za ciepłe słowa i pamięć.

Dokładnie 11 kwietnia 2015 roku postanowiłem założyć bloga w którym chciałem opisywać życie samotnego ojca wychowującego syna. Podczas pisania artykułów robiło mi się raźniej  bo wiedziałem, że dzielę się swoją samotnością z całym światem. Zaczęły przychodzić maile od samotnych kobiet, które tak samo jak ja borykają się z problemami samotności i wychowywania dzieci w pojedynkę. I to w tedy zobaczyłem, że już nie jestem sam a ten blog dodał mi skrzydeł.

Moje drogie samotne czytelniczki.

Teraz jestem pewien, że samotni ludzie muszą wychodzić z czterech ścian do  świata. Nie ma sensu się zamykać, zamartwiać i izolować. Nie róbmy z siebie męczenników na siłę. Po mailu Doroty zobaczyłem, że moje artykuły w małej części pomogły jej. Jest to dla mnie bardzo miła wiadomość. Ciesze się że w jej życie wniosłem odrobinkę słońca.

Mój blog dotarł aż do Szczecina i przeczytała go pewna samotna mam o imieniu Kasia a teraz już jesteśmy razem tworząc normalną rodzinę a obcy ludzie na ulicy myślą że jesteśmy normalnym starym małżeństwem z dwójką dzieci a patrząc na ich różnicę wiekową myślą że Zosia nam się „przytrafiła” bo Kuba wyrasta na „byczka”.  Jest OK a my się uśmiechamy z tego i o to tak naprawdę chodzi.

Opowiem Wam pewną historię.

Kilka dni temu Kasia kupiła Zosi kolorową gazetkę dla dziewczynek a w niej były akcesoria kobiece : mała szczotka do włosów, mały portfelik, plastikowy pilot z kluczem a wszystko w kolorze różowym. Zosia to wszystko ma w złotej torebce z rączkami i zawsze jeździ z nią do przedszkola. Odbierając Córeńkę w poniedziałek z przedszkola (Kasia w tym czasie gotowała obiadek)  posadziłem ją na tylnym siedzeniu w foteliku zapinając pasami, chciałem zamknąć drzwi i usłyszałem: tata chwilka , stoję i patrzę a ona otwiera torebkę a z niej wyjmuje plastikowego pilota i naciska przycisk wydobywając taki dźwięk pik pik i sama zamyka za sobą drzwi a ja stoję i zaczynam się śmiać hi hi hi. Gdzie Ona to widziała? a nasze auto nie ma takiej opcji.

Dziewczynki już się zadomowiły. Kasia na wiosnę posadziła w Naszym skalniaku przed wejściem do domu miętę która bardzo się przydaje podczas upałów do napoi chłodzących. Za domem jest długa grządka na której rośnie: szczypiorek, pietruszka, kalarepa, dynia i patison. Z drzew Kasia zrywa wiśnie i mamy pyszne kompoty. Czekamy na jabłka, gruszki i śliwki.

01

 

022

 

Dziś zrobiłem Zosi lampkę nocną bo stara się przepaliła.  Znaleźliśmy z Kasią słoik po drzemie truskawkowym. W środek włożyliśmy z kinder niespodzianek syrenkę i wleliśmy wodę zabarwioną na niebiesko.  Na zewnątrz przykleiłem ledy i podłączyłem je do starego zasilacza po telefonie. Zosia była bardzo zaskoczona.DSC_1484

 

W wolnych chwilach po pracy robię w domu zaskakując Kasię swoimi umiejętnościami do majsterkowanie a ona mnie zaskakuje umiejętnościami kulinarnymi. Kilka dni temu Kasieńka zrobiła pyszne flaczki z żołądków drobiowych (pyszne były) a to wątróbka z cebulką i ziemniaczki piure innym razem pieczony kurczaczek z frytkami i żurawiną.  Wczoraj było pyszne ciasto z jabłkami na deser. Dużo by było wymieniać te wszystkie potrawy.

1 września Kasia do mnie zadzwoniła i powiedział: Czarku, załatwiłam prawie wszystkie sprawy związane z zamknięciem firmy i ……. zapadła cisza, Czy chcesz nas zabrać do swojego domu?  Kiedy, spytałem? W piątek 4 września zrobimy urodziny Zosi a w sobotę będziemy się pakować i wyjedziemy do Naszego domu już razem, chodżby w nocy. Cudownie Kasiu, odpowiedziałem.

W czwartek 3 września o 8-10 wyjechałem z Kubą samochodem z przyczepą na urodziny Zosi. Na nawigacij pokazało nam 563 km. do Szczecina. Według planu mieliśmy być na miejscu o 16-15 . Jechaliśmy sobie słuchając muzyki i rozmawiając na różne tematy podziwiając wszystko co mijamy. Dawno tak spokojnie nie rozmawialiśmy nie śpiesząc się. Przypomnę, że Kuba podczas wakacji pracował a jak miał czas wolny to spotykał się z kolegami i koleżankami. Wypady na grille, kino, koncerty itp, bo miał wakacje a dla mnie nie starczało już czasu :) Po drodze robiliśmy sobie przystanki na odpoczynek i jedzenie. W Szczecinie byliśmy o 17-23. Dziewczynki już na nas czekały na skrzyżowaniu nie opodal domu. Było gorące przywitanie. Zosia mnie przytuliła a ja ją całowałem a potem przywitałem się z Kasią :), potem synek się przywitał z dziewczynkami. Była kolacja, rozmowy o wszystkim i wieczorny spacer po mieście. Kuba woził Zosię w wózku a ja trzymając Kasię za rękę lub w pół idąc za Naszymi dziećmi rozmawialiśmy o wszystkim. W pewnym momencie Kasia przystanęła biorąc mnie za dłonie i patrząc swoimi zielonymi oczami w moje niebieskie w blasku ulicznych neonów powiedziała:  Jestem szczęśliwa z Tobą.Przytuliliśmy się mocno a Nasze dzieci to widziały i uśmiechały nie wiedząc o czym rodzice rozmawiają.  Do domu wróciliśmy o 21-45. W piątek rano po śniadanku Kasia poszła ostatni raz do pracy a ja z Kubą i Zosią ruszyliśmy w miasto na zwiedzanie. Pojechaliśmy na Wały Chrobrego i oglądaliśmy panoramę miasta i Odry. Zjedliśmy sobie śniadanko przygotowane przez „mamuśkę” w parku. Ruszyliśmy dalej w stronę centrum. Przechodząc koło sklepu z zabawkami Zosia kazała nam się zatrzymać i paluszkiem pokazywała lalki na wystawie. Prosiłem, żeby wybrała, która jej się podoba a ona pokazywała : ta i ta i trzecia, czwarta, piąta, szósta i siódma. Ja z Kubą zaczęliśmy się śmiać. Spytałem się Córeńki a może wróżka w fioletowej sukni z różdżką w ręku. Zosia odpowiedziała: tak tak, tą lalę. W czasie zakupów dostaliśmy telefon od Kasi, że już czaka na nas pod pracą. Razem pojechaliśmy do sklepu po zakupy na urodziny. W domu przygotowywania na przybycie pierwszych gości którzy byli zaproszeni na 17-30. Były prezenty i oczywiście tort z trzema świeczkami. Przyjęcie urodzinowe skończyło się o 21-40. Szybkie sprzątanie i hop do łóżka aby rano w sobotę wstać i zacząć się pakować.

Sobota 8-30, szybkie śniadanie, kawa. Kasia pakowała a my z Kubą nosiliśmy do samochodu i przyczepy różne rzeczy, nie było końca.  O 14 szybki obiad i z powrotem do pracy. Czas tak szybko mijał a my w „polu”. Godzina 20-45 a my dopiero ruszamy do Naszego domu. Wyjazd ze Szczecina a potem ciemna noc i my we czwórkę. Z początku Kuba ze mną siedział a potem się zmienił z Kasią, która siedziała do samego końca aż do domu rozmawiając ze mną abym nie zasnął. W czasie drogi kilka razy się zatrzymywałem na przysłowiowe wyprostowanie kości. W czasie jazdy Kasia karmiła mnie kanapkami i nalewała kawę aby nie tracić czasu na postoje i podążać do celu. Około 5 rano zaczęło świtać a my nadal w drodze. Prędkość na zegarze nie przekraczała 70 km. na godzinę, przepisowo i bezpiecznie a dodatkowo pełna przyczepa. Dzieci spały a my rozmawialiśmy szeptem. Na miejscu byliśmy o 8-30 ( niedziela ). Wjeżdżając na ogród zobaczyliśmy kolorowe baloniki i napis „WITAMY” zrobione przez moją rodzinę na powitanie Kasi i Zosi.

Rozpakowywanie…………

c.d.n.

…..rozmawiamy często o sprawach związanych z przeprowadzką do nas w ciągu 2 miesięcy. Kasia w Szczecinie zamyka wszystkie  sprawy. Dziewczynki przyjechały w czwartek 20 sierpnia o 15-08 do Warszawy. Znów po dwóch tygodniach wpadliśmy sobie w ramiona. Planujemy przemeblowania w naszym domu na potrzeby powiększenia rodziny. W piątek załatwilismy przedszkole dla Zosi. Od września zaczyna swoją działalność. Wszystko jest nowe a szczególnie zabawki, którymi bawiła się Córeńka. W sobotę pojechaliśmy do mojej rodziny na zjazd rodzinny. Przedstawiłem wszystkim Kasię jako moją narzeczoną i Zosię jako moją Córeńkę. Wszyscy zaakceptowali moje dziewczynki. Był grill na ogrodzie. Wszyscy ze sobą rozmawiali, było wspaniale i cudownie.  Zosia bardzo dobrze czuła się wśród całej mojej rodziny, rozmawiając z nimi i bawiąc się z dziećmi. Ciesze się, że tam byliśmy razem w czwórkę bo i Kuba też był nosząc Zosie na rękach lub usypiając ją w wózku.

Bardzo przepraszam, że tak długo nic nie pisałem ale sprawy organizacyjne zbyt dużo pochłaniają mi czasu. Będę informował na bieżąco o postępach…..

W sobotę 1 sierpnia o godz. 7-44 wsiadłem do pociągu, który jechał do Szczecina na spotkanie po raz pierwszy z samotną mamą o imieniu Kasia i jej małą córeńką Zosią. Pociąg oczywiście się opużnił 40 min. Obie kobietki czekały na mnie na dworcu. Wysiadając z pociągu zaczołem je szukać w tłumie ludzi, wrescie się dostrzegliśmy. Nasze spojrzenia spotkały się. Podeszliśmy do siebie patrząc z niedowierzaniem,  że już jesteśmy razem. Poprosiłem Kasię o pokazanie mi Szczecina. Zostawiłem torbę podróżną u niej w domu i po chwili wyruszyliśmy razem z Zosią w wózku na zwiedzanie miasta. Prawie cały czas ja woziłem, zaciekawiły mnie spojrzenia obcych ludzi, którzy się uśmiechali widząc rodzinkę na spacerze. To było cudowne doznanie.Pokazywała mi różne miejsca i zabytki a w między czasie rozmawialiśmy o wszystkim. Robiłem zdjęcia ciekawych miejsc aby teraz wspominać sobie te chwile spędzone razem. Po drodze zachodziliśmy na place zabaw na których córeńka się bawiła. W pewnym momencie Zosia huśtając się, pomachała mi rączką. To było bardzo miłe. Innym razem robiąc zdjęcie katedry z dołu, przyszła do mnie i pokazując paluszkiem swoją mamę pokazała mi, że tam mamy iść i po chwili trzymając Zosię za rączkę wróciliśmy do Kasi.

Do domu wróciliśmy około godz.21. Kasia robiła kolację a ja spędzałem czas z córeńką patrząc jak się bawi a potem oglądała bajki w tablecie. W pewnym momencie Zosia zaczęła trzeć oczki. Spytałem się jej – czy chce, żeby wujek ją przytulił? Odpowiedziała „tak”. Po chwili trzymałem ją na rekach przytulając i poczułem jak zasypia wtulona we mnie, cudowne uczucie. Powolutku zaniosłem ją do łóżeczka i przykryłem kocykiem.

mms_img1006707241 mms_img1994863901 mms_img-1904095267 mms_img1506134086 mms_img1006707241 (1) mms_img-986494982 mms_img-986494982 (3) mms_img-986494982 (2) mms_img-986494982 (1) mms_img-800386513 mms_img-269479054 mms_img-223566029 mms_img2139868379

Napisała do mnie Martyna, nie podając adresu meilowego, tak więc postanowiłem odpisać publicznie aby zaspokoić jej ciekawość i nie słuszny osąd. :-?

„Tak, poniekąd zaspokoiłeś. Nie chce mieszkać ze swoją matką, ale z ojcem również, więc myślę że Twój problem jest o wiele bardziej złożony. Pewnie tego nie upublicznisz, ale myślę że mówisz tylko połowę prawdy”.

W czasie trwania rozwodu, Agata wyprowadziła się z dziećmi ( Małgosią i Jasiem ) do swojej mamy ( byłej teściowej ). W między czasie Małgosia dzwoniła do swojego taty Jacka kilka razy mówiąc, że chcą wrócić do swojego domu. Jacek odpowiadał, że ich pokoje czekają cały czas na ich powrót ale bez mamy. Małgosia nalegała, aby tata tolerował mamy zachowanie i dalszy jej romans dla dobra dzieci. Jacek kategorycznie odmówił takiemu choremu układowi :twisted: Po pewnym czasie mały Jasio powiedział Agacie, że chce kategorycznie mieszkać z tatą. Powiedział, że nie chce przeprowadzać się z jej przyjacielem do innego miasta. I w ten oto sposób podczas Świąt Wielkanocnych Jaś zadzwonił do swojego taty i powiedział tak: tato, przeprowadzam się do Ciebie,  muszę się spakować i za godzinę przyjedz po mnie. Jacek był przed czasem pod domem byłej teściowej. W pewnym momencie zobaczył małego Jasia idącego z dużymi torbami przewieszonymi przez ramię uśmiechając się do taty. Kilka razy Jaś wracał po kolejne torby i kartony. W jego oczach było widać błysk i szczęście :-P Jacek spytał się: czy ma pomóc? : tato ja sam to przyniosę, czekaj w samochodzie.

Od tamtego dnia zaczeli być szczęśliwi aż do tej pory są :lol:

Droga Martyno, jak sama widzisz, pewne sprawy nie zawsze tak wyglądają jak nam się wydaje. Pamiętaj, że nie zawsze można osądzać ludzi, jeżeli ich nie znamy. Różnie w życiu się układa. Rozumiem, że bardzo cierpisz. Rodzice bardzo Ciebie kochają :lol: Na pewno jednemu z nich jest bardzo smutno bez Ciebie. Małgosia mieszka z babcią a Ty z kim?

  Za nim dojdzie do upragnionych wakacji to zostało synkowi jeszcze poprawienie j.polskiego na lepszą ocenę ale po kolei.

Wczoraj odebrałem Kubę ze szkoły o 14/25 i pojechaliśmy do KFC (Marki M1). Kupiliśmy sobie kubełek skrzydełek, 4 porcje frytek, dwie sałatki Kolesław i oczywiście dwie dolewki. Rozmawialiśmy o szkole. Najedliśmy się, jak przysłowiowe bąki :-P . Poszliśmy do sklepu z zegarkami Casio zobaczyć co nowego się pojawiło, potem do stoiska modelarskiego a tam oglądaliśmy drony i samochody spalinowe :lol: , na sam koniec wpadliśmy do sklepu z portfelami i kupiłem sobie nowy. Tak, tak szanowne Panie. Wy musicie mieć torebki na różne okazje  (ja to doskonale rozumiem :-D ) a my faceci tylko jeden portfel ;-) .

Spytacie, czy synek miał dzień dziecka? Oczywiście, że tak. Pod koniec maja pojechaliśmy do Decathlonu i kupiliśmy sobie Adidasy a potem oglądaliśmy torby a szczególnie spodobała się synkowi torba Naika i skarpetki z krótkimi ściągaczami (taka moda). 1 czerwca pojechałem z powrotem do Decathlonu i kupiłem mu torbę i 6 par skarpetek (3 białe i 3 czarne). Jak przyjechał ze szkoły dałem mu prezenty. Bardzo się ucieszył. Następnego dnia wszystko spakował do torby i tak pojechał na „uczelnię”.

Wróciliśmy do domu. Kuba ostro wziął się do nauki. Czytał Pana Tadeusza. Była godzina 22/55 a on nadal czytał (komputer wyłączony). Powiedziałem : synku, idź spać a on odpowiedział : zaraz idę tato, to Ty idź spaćJa poszedłem. O godz.5 usłyszałem budzik, synek wstał i z powrotem Pan Tadeusz. Chyba się zakochał w tej książce 8-O . Rano wyszliśmy razem, on do pociągu a ja do fryzjera. Ja też muszę być zadbany jak Wy mamusie :oops: .

Czytając blogi samotnych matek dowiedziałem się, że wiele z nich pozwala na wizyty swoich „byłych mężów” w miejscu zameldowania dzieci. Zastanawiam się czy jest to dobre dla Naszych skarbów. Czy nie powoduje to u dzieci rozterek i myślenia, że może rodzice się zejdą i znów będą pełną rodziną? U mnie podczas rozwodu ex małżonka wyprowadziła się z domu zabierając wszystkie rzeczy. Powiedziałem tego dnia: nigdy Twoja noga już tu nie stanie, jeżeli chcesz zabrać syna do kina lub na spacer to przyjeżdżasz po wcześniejszym uzgodnieniu telefonicznym pod bramę i tam na Kubę czekasz. Ja po synka jeżdżę pod jej blok i czekam aż Kuba zejdzie i wsiądzie do samochodu. Nie pozwólmy wchodzić do własnego domu i życia z „butami” naszym EX. Syn już bardzo dawno temu zrozumiał i zaakceptował i nie ma żadnych złudzeń a w prost przeciwnie namawia mnie do prób poznania nowej „mamy” bo widzi, że tata jest sam i smutno mu z tego powodu.

Myślę, że jest to bardzo dobre i zdrowe rozwiązanie dla ludzi którzy kiedyś byli małżeństwem a teraz są w zasadzie dla siebie obcymi ludźmi, których łączy tylko posiadanie wspólnych dzieci. Każde z nas ma prawo do stworzenia prawdziwego i normalnego związku i nie możemy sobie POZWALAĆ aby nasi byli małżonkowie wchodzili w nasze życie do końca naszego życia.

Była pochmurna niedziela. Wiał silny wiatr, gałęzie na drzewach kołysały się,  zastanawiając się zapewne w którą stronę Jacek pójdzie i do czego dojdzie rozmowa z żoną?
Po wspólnym obiedzie Jacek postanowił odprowadzić dzieci do babci aby nie były świadkami życiowej rozmowy swoich rodziców.
Agato, czy chcesz mi coś powiedzieć?  (milczała patrząc w podłogę nieruchomo).
Od kiedy masz romans w pracy?  Spytał Jacek.
Od kilku miesięcy zmieniłaś się bardzo, przestały Ciebie interesować dzieci, dom i ja. A ja tak Tobie wierzyłem i ufałem bezgranicznie. Kochałem Ciebie, dzieci i dbałem o wszystko by nic Wam nie brakowało. Agat  nadal nic nie mówiła.  Czego Ty oczekujesz ode mnie? Spytał mąż „żony” a ona po namyśle odpowiedziała:

Masz wszystko akceptować o nic nie pytać, nie być zazdrosnym, nadal dbać o dzieci i dom.

W Jacka uderzył grom, nogi mu się ugięły i nie dowierzał co usłyszał. 

Składam pozew rozwodowy i nie będę akceptował Twojego romansu i kłamstw - powiedział Jacek. Wyszedł z domu, wsiadł na rower i postanowił jechać przed siebie bez celu. Całe małżeństwo przewijało mu się przed oczami. Widział własny ślub, Agatę w ciąży, narodziny dzieci, wspólne święta na które przebierał się w mikołaja, wspólne wyjazdy na weekendy, pójście dzieci do przedszkola a potem do szkoły. Obliczył sobie, że razem byli 18 lat. Układało im się dobrze aż do teraz. Wszystko pękło jak mydlana bańka albo domek z kart. Wszystko się rozsypało. Zastanawiał się: dla czego to wszystko runęło? Nigdy nie chodził z kolegami na piwo, zawsze po pracy wracał do domu bo w nim dobrze się czuł wiedząc, że ma prawdziwą rodzinę. Zadawał sobie pytanie: czy jest tak złym mężem i ojcem, że to jego spotkało? Nadal jeździł po lesie bardzo mocno pedałując próbując się zmęczyć i rozładować swoje emocje.

Przystanął przy drzewie patrząc na otaczający go las. Powoli dochodził do wniosku, że on jest cudownym facetem, tylko trafił na złą kobietę. To przekonanie było górą. Jacek uśmiechnął się delikatnie sam do siebie i powiedział głośno: będzie dobrze -  słyszały to drzewa i dziki gołąb siedzący na drzewie.gołąb

c.d.n.

Jacek zaczął próbować rozmawiać o tym problemie z Agatą. Sytuacja w domu stawała się dziwna i nie zrozumiała. Coś w powietrzu wisiało. Dzieci widziały u mamy jakaś zmianę. Pytały się: co się dzieje z mamą tatusiu? Jacek postanowił zacisnąć zęby i dalej żyć wykonując swoje obowiązki jak dawniej myśląc, że za jakiś czas wróci to do normy.
Po kilku miesiącach Jacek z Agatą zostali zaproszeni na urodziny do swoich starych znajomych. Zabawa była super. Tańce, rozmowy ze znajomymi, super jedzenie, fajerwerki o 23 w ogrodzie itp.

Jackowi było smutno, cały czas myślał o swojej żonie i o tym,  że coś się zmieniło w ich życiu, widząc ją rozbawioną i rozmawiając i innymi gośćmi postanowił odejść kawałek dalej. Usiadł sobie na krzesełku pod jabłonią. Zamyślił się bardzo. W pewnym momencie usłyszał głos Doroty, gospodyni domu.

- jak się bawicie?

- Jacek odpowiedział: super przyjęcie.

- słyszałam, że Jaś miał komunie w tym roku.

- tak miał – odpowiedział Jacek.

- co w pracy u Ciebie?

- bez zmian, dużo stresu, takie życie.

- co w domu?, jak się układa?

- dobrze, bez zmian (Jacek opuścił głowę wiedząc, że nie jest to prawdą).

- jak w pracy u Agaty?

- dużo dyżurów nocnych a ja jak zwykle z dziećmi wieczorami sam,  samo życie.

- zawsze Agacie zazdrościłam takiego męża.

- jestem normalnym facetem, który kocha swoją rodzinę, dzieci, żonę i dom.

- czy Agata nie zmieniła się ostatnio?spytała Dorota.

- Jacek chwilę się zastanawiał……. nic nie odpowiedział.

- wiesz, że zawsze uważałam Was  za super małżeństwo, muszę Ci coś powiedzieć.

- Jacek spojrzał na Dorotę badawczym wzrokiem i z nutą zdziwienia.

- Agata ma romans w pracy z żonatym facetem,  nie wiem co jej odbiło.  Mój mąż nie jest taki dobry i wspaniały jak Ty a pomimo tego jestem mu wierna.  Musiałam to powiedzieć Tobie, bo nie zasługujesz na kłamstwo. Przepraszam.

W oczach Doroty było widać wielki smutek i żal.

- Jacka zamurowało, zrozumiał, że przez te ostatnie miesiące dziwne zachowanie żony było spowodowane romansem w pracy a tak jej ufał i wierzył. dziękuję- powiedział Jacek.

- chodź do gości- powiedziała Dorota biorąc Jacka za ramię.

Do końca przyjęcia urodzinowego Jacek miał przyszyty uśmiech to twarzy. Nie mógł doczekać się powrotu do domu do swoich dzieci bo tylko one już się liczyły.

Była godzina 3-15 jak przyjechali do swojego ” rodzinnego domu „. Jacek poszedł do pokoi swoich dzieci cichutko całując je w policzki a potem pod prysznic. Po kąpieli poszedł do ‚wspólnej sypialni” i wziął swoją ulubioną poduszkę. Agata spytała: co Ty robisz? odpowiedział: jutro porozmawiamy, dobranoc. Położył się w sąsiednim pokoju przykrywając pledem. Nie mógł długo zasnąć, przekręcając się z boku na bok, serce waliło mu jak młot udarowy w centrum miasta na asfalcie,  myśli latały mu po głowie jak jaskółki na niebie przed deszczem.

c.d.n.

 

 

 

 


  • RSS