Samotny-ojciec

Samotnie wychowywane dzieci przez jednego z rodziców

Wpisy z tagiem: dom

……….już nie długo minie rok jak jesteśmy razem. Poukładaliśmy sobie wszystko. Zbudowaliśmy dla kotów wybieg. W wolnych chwilach jeździmy razem na wycieczki te bliskie i te dalekie jak Szczecin. Przedstawiam cząstkę zdjęć:

DSC_1889

Basen w ogrodzie

DSC_1878

Fontanny

DSC_1524

My w sklepie

DSC_1538

Szczecin nocą

DSC_1543

U.M. Szczecin

DSC_1624

Zabawa Zosi w ogrodzie

DSC_1662

Piaskownica

DSC_1663

Nasze kotki. Ten patrzący się na mnie to Dido

DSC_1677

Na działce u babci

DSC_1700

Wybieg kotów do ogrodzenia

DSC_1718

Trampolina, ja z córeńką

DSC_1723

Obydwoje na motorze

DSC_1775

Zosia w przedszkolu (różowa dziewczynka)

DSC_1789

Kuba z siostrą na siatce

DSC_1812

Zosieńka na koniku

DSC_1819

Nie ma to jak zjeżdżalnia

DSC_1849

Obydwoje trafiamy strzykawką wodną do klocków

DSC_1875

Po upalnym dniu nad wodą

„Witaj Czarku, Mam nadzieję, że pamiętasz mnie jeszcze trochę z komentarzy na Twoim Blogu. Co u Ciebie? Mam nadzieję, że wszystko dobrze. Nie piszesz postów od dłuższego czasu więc pewnie bardzo dobrze układa Ci się z Kasią. Tak trzymać! Chcę tylko napisać, że wiele twoich wpisów i odpowiedzi na moje komentarze pozwoliło mi inaczej spojrzeć na swoje życie i wiele w nim zmienić. Także dziękuję serdecznie za pomoc nieocenioną. Twoją historię opowiadam często moim znajomym jako przykład, że na szczęście nigdy nie jest za późno i kiedyś w końcu ono się do nas uśmiecha. Napisz proszę, czy u Ciebie wszystko ok. Jeszcze raz dziękuję za cenne wskazówki. Pozdrowienia dla Ciebie i Twojej sympatycznej gromadki. Dorota”

Witaj Doroto,

bardzo dziękuję za ciepłe słowa i pamięć.

Dokładnie 11 kwietnia 2015 roku postanowiłem założyć bloga w którym chciałem opisywać życie samotnego ojca wychowującego syna. Podczas pisania artykułów robiło mi się raźniej  bo wiedziałem, że dzielę się swoją samotnością z całym światem. Zaczęły przychodzić maile od samotnych kobiet, które tak samo jak ja borykają się z problemami samotności i wychowywania dzieci w pojedynkę. I to w tedy zobaczyłem, że już nie jestem sam a ten blog dodał mi skrzydeł.

Moje drogie samotne czytelniczki.

Teraz jestem pewien, że samotni ludzie muszą wychodzić z czterech ścian do  świata. Nie ma sensu się zamykać, zamartwiać i izolować. Nie róbmy z siebie męczenników na siłę. Po mailu Doroty zobaczyłem, że moje artykuły w małej części pomogły jej. Jest to dla mnie bardzo miła wiadomość. Ciesze się że w jej życie wniosłem odrobinkę słońca.

Mój blog dotarł aż do Szczecina i przeczytała go pewna samotna mam o imieniu Kasia a teraz już jesteśmy razem tworząc normalną rodzinę a obcy ludzie na ulicy myślą że jesteśmy normalnym starym małżeństwem z dwójką dzieci a patrząc na ich różnicę wiekową myślą że Zosia nam się „przytrafiła” bo Kuba wyrasta na „byczka”.  Jest OK a my się uśmiechamy z tego i o to tak naprawdę chodzi.

Opowiem Wam pewną historię.

Kilka dni temu Kasia kupiła Zosi kolorową gazetkę dla dziewczynek a w niej były akcesoria kobiece : mała szczotka do włosów, mały portfelik, plastikowy pilot z kluczem a wszystko w kolorze różowym. Zosia to wszystko ma w złotej torebce z rączkami i zawsze jeździ z nią do przedszkola. Odbierając Córeńkę w poniedziałek z przedszkola (Kasia w tym czasie gotowała obiadek)  posadziłem ją na tylnym siedzeniu w foteliku zapinając pasami, chciałem zamknąć drzwi i usłyszałem: tata chwilka , stoję i patrzę a ona otwiera torebkę a z niej wyjmuje plastikowego pilota i naciska przycisk wydobywając taki dźwięk pik pik i sama zamyka za sobą drzwi a ja stoję i zaczynam się śmiać hi hi hi. Gdzie Ona to widziała? a nasze auto nie ma takiej opcji.

Dziewczynki już się zadomowiły. Kasia na wiosnę posadziła w Naszym skalniaku przed wejściem do domu miętę która bardzo się przydaje podczas upałów do napoi chłodzących. Za domem jest długa grządka na której rośnie: szczypiorek, pietruszka, kalarepa, dynia i patison. Z drzew Kasia zrywa wiśnie i mamy pyszne kompoty. Czekamy na jabłka, gruszki i śliwki.

01

 

022

 

             Dziś nie pojechałem do pracy z powodu przeziębienia.  Od pewnego czasu Kasia namawia mnie do napisania artykułu o Nas, tak więc nadeszła pora abym to zrobił tego wieczoru. Siedzimy sobie razem popijając herbatkę z cytrynką. Kasieńka robi figurki z masy solnej na święta dochodząc do wprawy. W kominku widać jak płomienie tańczą przeplatając się aż do komina.

             Zapomniałem powiedzieć, dziś zaprosiliśmy moją rodzinkę na Święta Bożego Narodzenia do Nas. Kobiety uzgadniały co która ma zrobić na stół wigilijny aby potrawy nie powtarzały się. Zosia już śpi a za oknem hula wiatr.  Atmosfera w domu jak u miliona rodzin ale nie pozbawienia pikanterii po zmierzchu.

             W poniedziałek odwiedzili Nas znajomi ze Szczecina : Jola , Tadeusz i ich syn Michał. Przywieżli parę drobiazgów i prezenty dla Zosi, która nie wiedziała czym ma się bawić a w domu zapanował totalny bałagan z rozpakowanymi prezentami.  Żonka zrobiła kolację a ja sałatkę. To nie jest śmieszne, tak zrobiłem. Podaję składniki: sałata, ser feta, oliwki, jajko na twardo, pomidor, to wszystko drobno pokroiłem a potem dodałem groszek i kukurydzę i polałem olejem z oliwek a na koniec wymieszałem. Czy smakowało? chyba tak bo została pusta miska.

     Wyjeżdżając do pracy zawsze mam termos z herbatą i kanapki a na deser niespodzianki: batonik, cukierki lub kawałek świeżego ciasta upieczonego własnoręcznie przez Kasieńkę. Już nie muszę wpadać do KFC lub Mac.

images images (1)

U Nas bardzo podobnie będą wyglądały święta. Dom w śniegu a w środku cała rodzina przy kominku patrząca jak dzieci będą rozpakowywały prezenty i nimi się bawiły.

Jest tyle rzeczy o których chcę napisać jak jest u Nas ale nie mogę się zdecydować co mam opisać. Jeżeli chcecie to napiszcie co Was konkretnie interesuje a ja odpiszę.

A jak będą wyglądały Święta u Was?

Była pochmurna niedziela. Wiał silny wiatr, gałęzie na drzewach kołysały się,  zastanawiając się zapewne w którą stronę Jacek pójdzie i do czego dojdzie rozmowa z żoną?
Po wspólnym obiedzie Jacek postanowił odprowadzić dzieci do babci aby nie były świadkami życiowej rozmowy swoich rodziców.
Agato, czy chcesz mi coś powiedzieć?  (milczała patrząc w podłogę nieruchomo).
Od kiedy masz romans w pracy?  Spytał Jacek.
Od kilku miesięcy zmieniłaś się bardzo, przestały Ciebie interesować dzieci, dom i ja. A ja tak Tobie wierzyłem i ufałem bezgranicznie. Kochałem Ciebie, dzieci i dbałem o wszystko by nic Wam nie brakowało. Agat  nadal nic nie mówiła.  Czego Ty oczekujesz ode mnie? Spytał mąż „żony” a ona po namyśle odpowiedziała:

Masz wszystko akceptować o nic nie pytać, nie być zazdrosnym, nadal dbać o dzieci i dom.

W Jacka uderzył grom, nogi mu się ugięły i nie dowierzał co usłyszał. 

Składam pozew rozwodowy i nie będę akceptował Twojego romansu i kłamstw - powiedział Jacek. Wyszedł z domu, wsiadł na rower i postanowił jechać przed siebie bez celu. Całe małżeństwo przewijało mu się przed oczami. Widział własny ślub, Agatę w ciąży, narodziny dzieci, wspólne święta na które przebierał się w mikołaja, wspólne wyjazdy na weekendy, pójście dzieci do przedszkola a potem do szkoły. Obliczył sobie, że razem byli 18 lat. Układało im się dobrze aż do teraz. Wszystko pękło jak mydlana bańka albo domek z kart. Wszystko się rozsypało. Zastanawiał się: dla czego to wszystko runęło? Nigdy nie chodził z kolegami na piwo, zawsze po pracy wracał do domu bo w nim dobrze się czuł wiedząc, że ma prawdziwą rodzinę. Zadawał sobie pytanie: czy jest tak złym mężem i ojcem, że to jego spotkało? Nadal jeździł po lesie bardzo mocno pedałując próbując się zmęczyć i rozładować swoje emocje.

Przystanął przy drzewie patrząc na otaczający go las. Powoli dochodził do wniosku, że on jest cudownym facetem, tylko trafił na złą kobietę. To przekonanie było górą. Jacek uśmiechnął się delikatnie sam do siebie i powiedział głośno: będzie dobrze -  słyszały to drzewa i dziki gołąb siedzący na drzewie.gołąb

c.d.n.

…kilka lat temu żyła sobie szczęśliwa rodzinka.  Mama, tata, córka i synek :-) .  Mieszkali sobie w domku jednorodzinnym.  Obydwoje rodzice pracowali a dzieci chodziły do pobliskiej szkoły.  Zawsze jadali wspólne obiady i kolacje przy stole w kuchni a nad nimi było okno w dachu.  W zależności od pory roku zaglądało słońce a i też były dni przez które było widać padający deszcz lub śnieg.  Żyli sobie w szczęściu i harmonii.  W ciągu dnia po obiedzie dzieci bawiły się w ogrodzie: jeżdżąc rowerami, grając w babingtona,  kopiąc piłkę,  zbierając żółte liście lub lepiąc bałwana.  Rodzice kosili trawę lub sądzili kwiaty a w przerwach pili herbatę lub kawę patrząc na swoje dzieci jak szybko dorastają. Pełne szczęście,  nic dodać nic ująć. Mijały lata.  Żona Jacka pracowała w państwowej firmie,  gdzie zmiany pracy były różne.  Często Jacek zostawał sam z dziećmi bo Agata pracowała na noc.  Tata robił dzieciom kolacje, sprawdzał lekcje, kąpał i opowiadał bajki na dobranoc i sam kładł się spać wiedząc,  że zrobił wszystko co ojciec powinien zrobić będąc sam z dziećmi podczas nie obecności żony.

Był wtorkowy kwiecień.  Agata szła do pracy jak zawsze od kilku lat na godz. 19.  Było to rytuałem,  że łazienka była zajęta dla mamy od godz. 18-10 a czas dojazdu do firmy zajmował jej 5 min. Tego dnia Agata zaczęła się szykować wcześniej. Jacek spojrzał na zegarek, był a godz.16-10. Pomyślał sobie,  że jest to trochę dziwne ale widocznie tak ma być.  Z dziećmi poszedł na spacer do pobliskiego lasu.  Jak wrócili mamy już nie było.  Jak zwykle Agata zadzwoniła do męża około 22 godz.  z pytaniem czy dzieci już śpią?  Odpowiadał, wszystko w porządku.  Jaś nie chciał zasnąć jak zwykle więc opowiedziałem mu bajkę a Małgosia chciała buzi na dobranoc.

Mijały tygodnie potem miesiące,  Agata stawała się jakaś dziwna,  zamyślona. Samotnie siadała w salonie odcinając się od trosk życia codziennego i nie uczestnicząc w nim. Jacek paro krotnie pytał się „co się dzieje?” a ona odpowiadała ” nic się nie dzieje, wszystko w porządku”.

Mąż robił nadal niespodzianki: przynosił herbatę do salonu,  sypał płatki róż do wanny,  wieczorami jak dzieci spały włączał nastrojową muzykę a sypialnię rozświetlały świece i było czuć zapach jaśminu w powietrzu. Kupował fajne komplety bielizny. W ciągu dnia podchodził do Agaty całując ją w szyjkę i mówiąc ciepłe słówka albo to,  że ślicznie wygląda. W weekendy wyjeżdżali przed siebie z dziećmi w podróże te dalekie i te bliskie.  Jacek nie rozumiał,  dlaczego Agata jest taka inna i tak bardzo się zmieniła?

c.d.n.

…pewna samotna mam skrytykowała mnie za to,  że chcę poznać kogoś wartościowego w internecie.  Samotni rodzice nie mają czasu na wychodzenie z domu i poznania kogoś fajnego  :-) ,  cały czas coś jest do zrobienia w domu, opieka nad dzieckiem itp.  Na pewno nie pójdę na dyskotekę lub pubu w celu poznania tam „wartościowej kobiety”…..  To co tam znajdę nie nadaje się do stworzenia rodziny i pielęgnowania ogniska domowego.  Będąc z taką kobietą słyszał bym takie teksty: idę do koleżanki na plotki ” a tak naprawdę droga prowadzi ją na dyskotekę (z wcześniej zdjętą obrączką i schowaną do torebki) lub do pijalni „chmielu” w męskim towarzystwie (niby koledzy z pracy).  Nasuwa mi się takie powiedzenie:  wyszła do koleżanki a wróciła od kolegi, ;-) to dotyczy też płci „brzydkiej” tylko odwrotnie. Podobno kobiety są strażniczkami ogniska domowego.  Czy to jest prawdą?  Muszę być obiektywny. Połowa kobiet i mężczyzn jest zła  :-( a druga połowa jest dobra :-) Jak trafić na kogoś wartościowego w naszym życiu?  Oto jest pytanie,  zadawane od wieków.

Ja wybrałem internet.

Wczoraj był pracowity dzień,  sprzątanie salonu i pranie dłuuuuugiej firanki i prasowanie jej.  Dziś z pokoju Kuby i swojego piorę firanki i zasłony a w miedzy czasie sprzątanie bo idę na noc do pracy :(( .  Kuba w szkole a potem o 16/30 przychodzi korepetytor z matmy aby synkowi trochę wytłumaczyć z nowego tematu przed sprawdzianem.  Dzień jak co dzień.  Chcę dziś dużo zrobić,  że bym miał spokojne sumienie będąc w pracy w Wa-wie.  Zastanawiam się czy ktoś to czyta co napisałem.mms_img-1051826666

Dziś mam dzień wolny :lol: , Kuba do czwartku nie idzie do szkoły bo są matury. W ciągu dnia robiliśmy różne rzeczy w domu i na ogrodzie.  Posadziliśmy dwie małe Thuje Brabant. Poukładaliśmy drzewo do palenia w kominku które zostało po zimie. Po południu synek z dziewczyną pojechał na urodziny jej koleżanki za Otwock do Karczewa.  Zostałem sam, będę robił sobie „królewską kolację” w pojedynkę przed telewizorem. Czy zawsze już tak będzie? Podaję menu : jajka na twardo, majonez, bułka z masełkiem, wędlina, szczypiorek, rzodkiewka i herbatka z cytrynką a na deser a na deser będddzie ciasto i popcorn maślany.

mms_img-351695268(1)


  • RSS